Zabezpieczony: kurr
o pracy wyrazów kilka
Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz
Czas gna. Jeszcze chwilę temu, pamiętam, łaziłem po drzewach w poszukiwaniu najdorodniejszych kaszteli. A teraz trzeba myśleć, co zjeść na śniadanie i kolację, za co kupić prezent z okazji braku okazji, czy zbierać już na samochód, czy poobijać się jeszcze trochę w komunikacji zbiorowej. pokomplikowało się życie, nadmiernie. By zmierzyć się z tymi ważkimi kwestiami, potrzeba kasy. Zapewnić ją mogą: spadek po prababci z Ameryki (najlepiej z Kolumbii i żeby jeszcze baronową bananową była), wygrana w totku, z węgierska zwanym Lottosz, znalezienie na ulicy walizki wypchanej dolarami. No, ale to są cuda, nie czyny. Kalkulować trzeba realistycznie. A ty całuj mnie.
Może by tak własny biznes założyć? Wszyscy naokoło trąbią o sondażowej europejskiej supremacji polskiej myśli przedsiębiorczej – w sensie: każdy młodzian i dziewoja chce uruchomić fabrykę, warsztacik rowerowy lub manufakturę. No, ale kto to wszystko będzie kupował? Kto będzie pracował w fabrykach i manufakturach? Roboty z Japonii? Jeszcze nie dziś. Dziś zrobi to pracownik. A imię jego: człowiek – miara wszechrzeczy. No tak.
Na swoim zawsze najlepiej, ale nie każdy może być kapitalistą z “Ziemi Obiecanej”, bo by się świat zawalił i piekło pogrzebał, a Bóg by zaorał to wszystko i zasadził cyprysy. Nie wszyscy mogą zarządzać. Niektórzy muszą być pod kimś – w sensie metaforycznym. Ktoś musi innym nadać kierunek – w sensie praktycznym. Układ taki niektórym charakterom nawet odpowiada. Ale jest w tym pewien feler.
Po pierwsze, nie ma szans, by dorobić się tak, jak na swoim, po drugie, wiąże się to zwykle ze wstawaniem o brzasku, parzeniem herbatki, autobuszeniem kilku przystanków ciemną nocą, bo wszystkie światła zgasły, wejściem do bazy matki, zajęcia miejsca za biurkiem, wychyleniem po żyrafiemu ponad boks szyi w poszukiwaniu nowych sukienek, uspokojeniem się… Trzy, dwa, jeden. Start! Zagłębiamy się w słupki, wykresiki, maile, pisma, bazy danych, wzory akt, kwiatuszki, serduszka, słoneczka, wiewiórki,itd., itp. I tak dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok, dekada w dekadę. Aż przyjdzie zegarmistrz światła, by zabrać błękit w głowie, i będę zmięty, i wcale a wcale niegotowy. Niby praca ważna żecz. A co ze szczęściem?
Widział ktoś kiedyś kogoś tryskającego humorem po pracy? Nie da się. A na studiach jest czas na wszystko,: imprezy, rozwijanie pasji i działań hobbystycznych, wycieczki w góry, na koleżanki i kolegów. Potem się to rozmywa, powolutku, w końcu znika z horyzontu, zmienia się w bursztynek znaleziony na plaży, słoneczną kropelkę – kropelkę złotych marzeń. Co to jest trzy tygodnie urlopu? Że niby mam żyć przez te trzy tygodnie, a poza tym to już nie? Nie podoba mi się. Rezygnuję! Na razie… Idealizm w końcu umiera.
Kontrasty miały być o dziewczynkach i chłopcach oraz o pracy. No to tak: oni pracują po to, by one, te anioły ziemskie, miały, co sobie zamarzą. Następnie, by zapewnić byt im i sobie. Następnie, by zapewnić byt im, sobie i szkrabiątkom. Tak to przebiega od niepamiętnych czasów. Jak zawsze wszystko przez kobiety.
Piotr Sepski, “semestr/03′09″
kobieca odpowiedź jutro.
Zabezpieczony: City of sinful
Kochana
eh, samotnosc gryzie mnie
dzisiaj jakis taki calkiem mily dzien byl, w koncu dotarlem do domu, humor calkiem niezly tylko jakas taka dziwna chec pogadania z kims, ot tak o niczym i wszystkim, taka zwykla ludzka durna chec pogadania
i to ciagle uczucie znudzenia, niby poznan wielkie miasto, mozna gdzie isc itd.
ale, zawsze jest ale, nie ma z kim, samemu niby tez mozna ale to jakos nie tak, chcialo by sie miec kogos przy sobie
ostatnio idac przez kostrzyn wieczorem zaczal padac snieg, tak leniwie opadaly te platki sniegu. Taka pogoda jakos tak dziala na mnie i wogole jest zajebista, czuje sie wtedy tak fajnie. przypomina mi sie troche jak bylem mlody. szczegolnie jedno wspomnienie jest jakies takie wybitne ze bardzo utkwilo mi w pamieci. otoz jak tak wlasnie leniwie sypal snieg ja sie gdzies wybralem. podczas tego spacerku czulem sie tak fajnie, milo, swiatecznie, samochody powoli sunely do przodu, ludzie jacys szczesliwci byli. No i jeszcze ten mikolaj rozdajacy cukierki ![]()
a teraz? czulem sie podobnie, ale tej ludzkiej radosci mniej (choc minelem pewna pania z ktorej twarzy dalo sie wyczytac podobne odczucia do moich) ale rowniez doszlo poczucie osamotnienia
yyyh
przemyk znow mnie ratuje, ale cena znow ta sama
Zabezpieczony: święta
Zabezpieczony: cokolwiek
Zabezpieczony: mpaKOmpaBIEmpaTA
mężczyzna – twór ewolucji
Jedna z najwieszych rozkoszy ludzkiego zycia jest jedzenie. Kochaja je i kobiety i mezczyzni, celebruja, smakuja. A ze na zupelnie odmienne i nie przystajace do siebie sposoby – coz, takie zycie. Dla mezczyzny wazne jest najesc sie, poluzowac pasek od spodni, ewentualnie krawat, usiasc z talerzem przed telewizorem albo komputerem. I juz doznaje pelni szczescia. Kobieta zas chcialaby, by ukochany porzmawial z nia podczas posilku, by palily sie swiece, z glosnikow plynela nastrojowa muzyka, a w powietrzu unosil ise aromat kwiatow. Odwieczny konflikt upodoban.
Malo tego. Podczas gdy ona nieustannie liczy kalorie, on ledwie zdaje sobie sprawe z ich istnienia. Kto by sobie zatruwal zycie jakimis wyliczeniami… Bo to macierz jakas czy calka, zeby trzeba bylo obliczen?
Byle czego nasi panowie nie zjedza. Mui byc mieso – obowiazkowo. Pod kazda postacia: kielbasy, szynki, golonki, zeberek, schabowego… Bez tego ani rusz. Wystarczy, ze raz czy drugi ona zrobi na obiad jakis makaron albo ryz z wazywami, to on – o ile w ogole jakims cudem raczy dotknac takiego bezmiesnego, a wiec z zasady niejadalnego dania – piec minut po zjedzeniu narzeka na bol brzucha, zle sie czuje i potrzebuje reanimacji. Najlepszy jest kebab. Ryz moglby byc – ewentualnie, ale jesli bez schabowego, to porcja wielkosci wiaderka moze nie starczyc… Zdarza sie tez, ze nasi panowie potrafia przyrzadzic calkiem smaczne i jednoczesnie pieknie wygladajace potrawy. Sa to jednak przypadki tak rzadkie jak czestotliwosc spotkan z yeti na przestrzeni ostatnich dwustu lat. I nie robia tego raczej bezinteresownie. Regula jest prosta. Albo cos przeskrobal, albo to jest poczatek znajomosci i jeszcze sie trzeba starac, by wybranka polknela haczyk, albo czegos chce… Kazda niewiasta predzej czy pozniej poznaje sie jednak na tych sztuczkach i juz nie jest tak kolorowo. O ilez latwiej jest odgrzac kotleta od mamusi, ktora zawsze dba o to, by synek z glodu nie umarl, niz meczyc sie nad jakims spaghetti czy lazania. Nawet dla tej wybranej, zwlaszcza ze ona zje dwa kaski i tym sie naje. Przeciez by jej w boczki by poszlo czy nie daj Boze gdzies indziej.
Obiektywnie patrzac, powinnismy sie cieszyc, ze nasi panowie wszystko, co zielone kojarza z trawa, a te z kolei z krowa. Wszak taka laciata to przeciez mieso, tylko jeszcze nieprzetworzone. My mamy swiety spokoj, bo nikt nie wyjada nam ukochanych kielkow, pysznych salatek, groszku, brokulow… A oni, choc sami o tym nie wiedza, wracaja do korzeni, jednocza sie z przodkami, ktorzy kiedys dawno, dawno temu biegali z maczugami za posilkiem. Jedyna roznica polega na tym, ze dzisiaj nasi panowie co najwyzej upolowac stek w jakims fast foodzie, a na reke, zas zamiast maczuga, cwicza kuflem od piwa.
Ach, ciezko uwierzyc, jakiez postepy w tej sferze zrobila ewolucja!
Marzena Cyboran, “semestr/12′08″
i tak ogolnie mowiac, to wyszlo dzis slonce zza chmur